Eko-granda, czyli co w baku hybrydy piszczy

Opublikowane przez Dariusz w dniu

Fajnie i poprawnie zachwycać się hybrydami i autami elektrycznymi. Wywiady, flesze, celebryci w błyszczących cackach i piejący z zachwytu ekolodzy. Pytanie tylko, czy infrastruktura naszych pięknych polskich miast i osiedli, została zaprojektowana z myślą o elektrojeździdłach?

Tak zapoczątkowałem wpis na „Fejsie” zainspirowany artykułem o losach  Pana Wiktora z Krakowa, który jest sekowany przez współmieszkańców, bo ładuje bezczelnie samochód w garażu (fakt, że na początku robił to z cichacza, na koszt sąsiadów).

Okazało się, że nie jestem osamotniony w przemyśleniach o elektro-autach. Kilku znajomych, dzieląc te same wątpliwości, skomentowało mój post zwracając uwagę m.in. na kompletny brak regulacji w tym zakresie. Brak zarówno na poziomie administracyjnym, jak również wykonawczym. Elektrodziura jak malowana.

Nie ma co się zatem dziwić, że deweloperzy goniąc za szybkim zyskiem nawet nie podejmują prób szukania możliwości projektowania instalacji. No bo po co mieszkańcy ich cukierkowych osiedli mielib ładować pojazdy w garażach? Same problemy i potencjalne ryzyko przeciążenia – fakt, że auta ładowane szybką ładowarką mogą z łatwością wyczerpać

Ale zawsze – powie ktoś – można naładować samochód w bezpłatnych stacjach ładowania, np. Innogy. No tak, jasne, oczywiście… Mamy ich w Warszawie oszałamiającą ilość 10 stacji, więc nie powinien nikt marudzić, tym bardziej, że na razie ładowanie jest bezpłatne. Ba, jeśliby się chciało, to można nad morze nawet pojechać – powstał Niebieski Szlak Ładowarek.

I w tej dyskusji o ładowarkach, instalacjach, megawatach i innych umyka jeden, wydawało by się mało znaczący szczegół. A mianowicie – skąd ten prąd się bierze? Czysty li on i ekologicznie pozyskany w nadwiślańskich realiach?

Fakty niestety są takie, że mamy – jak zauważył Marcin w komentarzu – jedne z najbardziej kopcących elektrowni węglowych w Europie. I w świetle informacji płynących ze złotoustych mediów, rząd nie zamierza z nich zrezygnować, bo węgiel jest naszym wszechpolskim bogactwem jest i basta. To zresztą mały pikuś – nasi włodarze planują, że do 2020 r. ma powstać 400 punktów szybkiego ładowania i 6 tys. (sic!!!) stacji dostępnych dla każdego. Nie chcę mówić o kaktusach, choć uwielbiam te rośliny… Mamy w końcu Plan Rozwoju Elektromobilności i stojące na straży Ministerstwo Energii.

Zostawiając jednak dyskusje polityczne na bok – tu prawda niestety jest taka, że zamieniamy kopcące rury wydechowe na drapiące nieboskłon czerwono-białe kominy rzygające węglowym dymem.

Trudno mi przyjąć bezkrytycznie, że ten dym z jest bardziej ekologiczny czy sexy. I żaden influencer rozbijający się po centrum Nissanem Leaf czy nowiutką Teslą tego nie zmieni.

Ot, rzeczywistość, która drapie siermiężnym analogowym pazurem.

 

P.S. A poniżej kilka wariantów e-samochodu dla Kowalskiego za 500+


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *